Chociaż znawcy Chorwacji zaliczają Benkovac do postapokaliptycznych miast grozy, strefy mroku i jednej wielkiej ruiny, to czy jest tak w rzeczywistości?
Chętnie tu zaglądam – pretekstem zakupy i wizyta w aptece przy ulicy Radicia. Nie wiedzieć czemu, każdego lata dziewczyna przy okienku jest inna.


W Benkovcu nie ma turystów. To już na wstępie sytuuje miejscowość w innej lidze. Takiej, w której miłośnik miasta z aparatem na ramieniu czuje się wyśmienicie. Mniej tu ludzi, ale łatwiej o rozmowę. Z panią „na kasie”, panem w banku lub sprzedawcą w mięsnym czy piekarni. Z urzędnikiem siedzącym przy biurku z drewnianym blatem w przestronnym pokoju, gdzie kalendarz jest swojsko zawieszony na wbity w ścianę gwóźdź. Nikt nikogo nie goni, nie popędza. W Dubrowniku, Zadarze, Szybeniku jest tłoczno, głośno, są turyści. Trzeba robić obrót.
Po zjedzeniu burka i popiciu go zimnym jogurtem – na nagrzanym dalmatyńskim słońcem kamiennym murku – myśli zbierają się same.
W mieście, nawet w zaniedbanych kamienicach, widać jakąś płynność i subtelną efektowność. Za elewacje odpowiadają bloki z wapienia. Takie domy wyglądają, jakby były budowane z kamiennych płyt. To nie są nieregularne głazy poukładane na sobie warstwami, tylko rezultat fachowej obróbki. Na wzór włoski.
Można tu jeszcze wejść w podwórze czynszówki. Obejrzeć oficynę. Ozdobne drzwi lub nierzadko zabytkowy portal. Porozmawiać z mieszkańcami. Poczuć gotujący się obiad i zauważyć rozwieszone na sznurku „dessousy”. Zobaczyć trochę dawnego życia.
Choć to życie wygląda już zupełnie inaczej niż trzydzieści pięć lat temu. Bo tu są dwa miasta. To, które było przed wojną i to, które jest teraz.

Łącznikiem między epokami jest targ. Wypada dziesiątego każdego miesiąca. Wtedy na ulicach miasta robi się trochę tak, jak kiedyś.
Benkovac to jedyne autentycznie dalmatyńskie miasto w stylu „tak jak dawniej”. Jakby wyjęte z epoki, kiedy przyjemność podróżowania nie była powszechnie dostępna. Jednak turyści omijają miejscowość szerokim łukiem. „Grad” i bez nich wydaje się wyludniony. I przerzedzony jest wyraźnie. Ten kontrast wpisuje się w przedziwną dalmatyńską historię czasu.

Mury Dubrownika, starówka Trogiru, twierdza w Szybeniku, katedra w Zadarze – one przemawiają inaczej. Inaczej mówi też Benkovac.
Spacer letnim przedwieczorem lub wczesną nocą po mieście, gdzie życie słychać do późna tylko na benkowackim corso i sąsiednich uliczkach, ma swoją magię. Uruchamia się jakimś dziwnym torem wyobraźnia.
***

