Nos Kalik. Bajecznie położona, opustoszała wieś u ujścia Čikoli do Krki. Dokładnie naprzeciwko słynnych wodospadów Krka. Latem kontrast zaiste szokujący.
Wszystkie zabudowania z kamienia. Wąska droga do tej dawnej serbskiej osady rolników i rybaków wiedzie ze stromego wzniesienia od strony wsi Drinovci.
Do Nos Kalika trudno jest dojechać. Z sąsiedniej i zamykającej drogę w głąb lądu chorwackiej wsi nie prowadzą żadne drogowskazy. Jechałem na nos. Śmietniki i raptowna zmiana w jakości nawierzchni jezdni były wystarczającą wskazówką, że jestem na dobrym kursie.

W marcu 1992 roku kilkunastu serbskich mieszkańców wsi stawiało beznadziejny opór wielokrotnie przeważającym siłom chorwackim. Przez kilkanaście godzin. Było to pierwsze naruszenie planu Vance’a przez wojsko chorwackie. Siły serbskie z garnizonu w pobliskim Drnišu nie podjęły interwencji.
Obecnie mieszka we wsi jeden gospodarz. Nie niepokoiłem go jednak ze względu na późną porę wędrówki. Jestem tu obcy.
Szybko zapadający zmrok i podciągnięta do wsi elektryczność sprawiały wrażenie demoniczne. Cała zrujnowana miejscowość jest doskonale oświetlona, co wzmaga posępną, przenikającą grozą, ciężką atmosferę.
Zejście nad rzekę w ciemnościach było już niemożliwe.
I żaden pies nie zaszczekał. Słychać było tylko jak hula wiatr.
***

