Bałkańską cegłą (2/2)

No dobrze, ale co z tym wszystkim ma wspólnego Chorwacja?

Chorwacki nacjonalizm jednym głosem by odparł:

– Bizancjum, Konstantynopol, prawosławie, cyrylica – to wszystko nas nie obchodzi. Jest poza naszą wschodnią granicą. A granica stara. Zanim tu przybyliśmy, już tu była. I nie byle kto ją wytyczył.

Tu – my, tam – wy.

My opowiedzieliśmy się po właściwej stronie. Należymy do Zachodu. Tu się pisze łacinką. Konstantynopol dla nas jest tak daleko jak Moskwa. Do Rzymu nam bliżej. Wiednia, Berlina.

Nie po to Dalmacja się obroniła, Dubrownik, przed Turkami, żeby nas do worka bałkańskiego z powrotem upychać. Po 1699 roku ani piędź naszej ziemi nie pozostała poza obrębem świata zachodniego, łacińskiego. I wszyscy słowiańscy mieszkańcy naszych ziem powinni byli przejść na katolicyzm. Bo Chorwatami są a priori. Mówią przecież po chorwacku.

Tu jest Europa Środkowa. Tu Habsburgowie panowali.

Źli nie byli. Mieli papiery na rządzenie. Zjednoczyli wszystko. Przyłączyli do imperium Bośnię. Nie do Chorwacji, ale bądźmy poważni. Bliżej do niej mieliśmy niż wy. I tak historia zatoczyłaby koło. Gdyby nie wy.

I bylibyśmy się wyemancypowali. Na całym naszym historycznym i etnicznym terytorium.

Na co by odpowiedział chorwacki historyk pozbawiony złudzeń:

– Zawsze są jacyś oni. Za mali byliśmy, by samemu decydować o sobie. Trzeba było szukać przyjaciół, sojuszników, patronów nawet. Mniejsze zło wybierać. Kiedy pytali – bo częściej nie pytali.

Inaczej by nas rozdrapali. Bo ten, kto idzie w politykę z planem „wszystko albo nic”, zwykle zostaje z niczym. W naszej chorwackiej historii takich jest przykładów mnóstwo. I właśnie dzięki trudnym wyborom i ciężkim kompromisom, manewrom politycznym, mamy teraz własne państwo.

No więc ma państwo chorwackie z rywalizacją mocarstw na Bałkanach wspólnego bardzo wiele.

***

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *