Przez turystów niezauważany lub mylony z lipą. Choć pozostaje – jako drzewo liściaste – w cieniu wszechobecnych iglaków, to jest cichym bohaterem dalmatyńskiej prowincji. Wyznacza centrum niejednej wsi, wznosząc się majestatycznie przy krzyżówce. To wiązowiec.
Lokalnych nazw rośliny jest całe mnóstwo. W Dalmacji mówi się nań kostelić. W pozostałych regionach kraju występują określenia takie jak košćela, koprivić, ladonja i inne.

Kostelić – symbol dalmatyńskiej wsi.
W cieniu kostelicia.

Wiązowca widać niemal w każdej wsi. Rośnie zwykle pojedynczo, a jego korona sięga ponad dziesięciu metrów. Jest rozłożysta i pełna liści, dając życiodajny cień w letnie upały.
Tam, „ispod kostelića”, jest chłodniej. Dlatego wokół pnia ustawia się ławeczki i stolik. W ten sposób tworzy się nieformalne centrum miejscowości. Zwłaszcza, gdy w osadzie nie ma placu do gry w bule.

Jeszcze niedojrzały owoc kostelicia.
Wiązowiec, podobnie jak inne rośliny dalmatyńskie, miał dwa życia. Dojrzewające pod koniec wakacji owoce zaspokajały pierwszy głód w drodze do szkoły. Dzieci lubiły podjadać jagody kostelicia, brudząc sobie przy tym dłonie. Napar z owoców był stosowany w medycynie ludowej.
Po ścięciu roślina dalej służyła ludziom, dostarczając materiału do wyrobu przedmiotów w życiu Dalmatyńczyków nieodzownych. Drewno wiązowca, gładkie, giętkie i twarde, było niegdyś szeroko stosowane. Wyrabiało się z jego kory, pnia i gałęzi instrumenty muzyczne, bicze, laski, wiosła i inne narzędzia.
Oczywiście – tak jak z wszystkich roślin fermentujących – można i z kostelicia pędzić rakiję. Mówi się tu na nią „koštelovača”.
***

